|
Archiwum
Tagi
|
piątek, 11 lutego 2011
Au revoir
Szit. Po prostu czas spojrzeć prawdzie w oczy.. Talentów redaktorsko - marketingowych nie posiadam.
Ten blog zostaje niniejszym uznany za martfy*. Równie dobrze mogę pisać w zeszyciku trzymanym pod poduszką. A mnie jednak chodzi o odbijanie swoich myśli i doświadczeń w innych ludziach. Obnażanie się na pustyni albo w innym, równie mało uczęszczanym miejscu jest bez sensu. Bo i tak nie robi różnicy.
Dziękuję odważnym (?) którzy odważyli się skomentować cokolwiek i nieregularnie stałym bywalcom.
Pewnie nie będę tego kasował bo to jednak kawał życia jest i lepiej żeby ku przestrodze pozostał.
Do zobaczenia gdzie indziej. Bo nie sądzę że wyciągnę naukę i pewnie zaraz założę blog w innym miejscu licząc że będzie bardziej żywy niż ten. To chyba nie będzie specjalnie trudne.
*kto nie czytał Pratchett'a powinien się natychmiast poprawić.
wtorek, 01 lutego 2011
Bzdura pozostaje bzdurą
Niezależnie od stanu skupienia. Lub rozkojarzenia. Takie są prawa fizyki. Nieubłagane .
Im dalej w las...
...tym mniej rozumiem kobiety.
Owszem doswiadczam co raz to nowych zachowań, ale nie sprawia to że stają się bardziej zrozumiałe. Co więcej, wdaje mi się że im głębiej się wchodzi w kobiecą naturę tym więcej tam hormonów, instynktów i bezwarunkowych odruchów.
A to są siły nieznoszące sprzeciwu. Jakakolwiek próba dyskusji z nimi jest żałośnie śmieszna i daremna.
Można się im tylko poddać.
Albo odsunąć się z drogi bo nie ma takiej rzeczy, której nie są w stanie zniszczyć.
wtorek, 11 stycznia 2011
Statystycznie za miękki
Z moich zupełnie nienaukowych obserwacji wynika że mężczyźni nie za bardzo oszczędzają swoje kobiety.
Co z tego że jest w ciąży? Obiad ma być.
Co z tego że to ona stoi przy garach ? Kuchnia ma być urządzona po męsku.
No i poza tym ma (kobieta) pachnieć, nie pocić się i wyglądać. Przepięknie oczywiście.
A ja się bez sensu liczę ze zdaniem a jak się nie zgadzam to staram się przekonać siłą argumentów raczej niż siłą głosu . Zamiast powiedzieć że "nie bo nie". Albo odwrotnie.
I jakoś co raz mniej uważam że trzeba być w związku kimś cywilizowanym.
"Jak się baby nie bije to jej wątroba gnije"
Straszne są te mądrości ludowe i choćby były prawdziwe to odmawiam kierowania się nimi ale w setkach tekstów o kobietach, których kiedyś nawet nie chciałem słuchać teraz odnajduję co raz mniej przesady i co raz więcej prawdy.
W miękkim łatwo zrobić dziurę. Albo rozszarpać. Pognieść. Zmiażdzyć...
Zupełnie przypadkiem...
wtorek, 04 stycznia 2011
Prawdziwe szczęście
Podobno prawdziwe szczęście to robić coś dla innych.
To chyba mam złą technikę bo uczucie szczęścia ma duży problem z przebiciem się przez senność, ból w krzyżu itepe.
Chyba czas na stosowne noworoczne postanowienie...
niedziela, 26 grudnia 2010
We don't know why but we don't do it
W piosence co prawda szło "we don't know why but we do it" ale w sumie nierobienie czegoś też jest robieniem tak jak robienie może być zaniechaniem ,więc też pasuje. W każdej razie zawsze uważam że lepiej robić cokolwiek niż nie robić nic. Chociaż, cholera, spanie to w sumie też robienie chociaż ja uznałbym to za nicnierobienie. Po prostu uroki spania chyba przegrywają z urokami "innych rzeczy". Nie chyba. Na pewno. W zasadzie więc chodzi mi o to że nie wiem dlaczego zamiast robić rzeczy ciekawsze choć wymagające więcej energii robimy rzeczy tak mało ciekawe że w zasadzie można je uznać za nicnierobienie . Jak spanie.
niedziela, 19 grudnia 2010
"myślałam że żartujesz"
A tymczasem byłem śmiertelnie poważny. A co ważniejsze autentyczny, odkryty i "zaangażowany".
Sprawić zawód i wzbudzić śmiech byciem sobą to uczucie, z którym trudno sobie poradzić.
Problem polega na tym że kobiety nie bardzo chcą rzeczywistości. Nie interesuje ich jaka jest ta rzeczywistość. Próbują ja tworzyć za pomocą stwierdzeń typu: wszystko będzie dobrze" "poradzisz sobie" itede, itepe.
Ale rzeczywistość jest bezlitosna i w końcu staje w całej okazalosci i dłużej nie można jej ignorować.
czwartek, 16 grudnia 2010
Dostarczam argumentów
...przeciwnikom małżeństwa.
Czasem nie można rozmawiać tak żeby nikt nie słyszał i nie wyczuł.
wtorek, 14 grudnia 2010
Ostrożnie z błotem
No bo nie ma bata żeby starając się kogoś obsmarować nie utytłać się choć trochę. A często jest tak że cały ten syf, zamiast na adresacie, ląduje na nadawcy. I to jest dopiero odrażająca scena...
sobota, 11 grudnia 2010
Whatever...
Siedzę w tej branży (internet) od ponad 10 lat zawodowo. Ponieważ to dla mnie naturalne i podniecające to nie rozumiem (trochę rozumiem, ale nie do końca;) dlaczego ludzie czują barierę i lęk przed tym medium. Z zazdrością patrzę na niespełna dwuletniego syna, który nie ma żadnych oporów przed komputerem. Komputer to dla niego oczywistość. Ba! Internet i YouTube jest nawet w telefonie. W internecie są bajki:D A na stole jest mysz. I ona się tak fajnie rozwala - w jeden weekend załatwił 2 sztuki. Jest lepszy od naszego kota, który woli ptaszki;]
Jestem jednocześnie podniecony i przerażony myślą jak bardzo będzie wykorzystywał możliwości internetu i jak jednocześnie będzie narażony na zagrożenia jakie internet stwarza. Ale też nie podzielam alarmistycznych poglądów, które słychać dookoła. Przecież będzie się rozwijał równolegle z rozwojem możliwości Sieci. A to co innego niż gdyby wziąć człowieka sprzed wieku i pozwolic mu się zagubić we współczesnym świecie.
Trochę czekam na moment kiedy syn stanie się równorzędnym partnerem w "tych sprawach" a potem będę się mógł uczyć od niego.
|